 Przetworniki „Seymour Duncan Fortuna” vs „Seymour Duncan Hyperion”
Fortuna kołem się toczy. To krótkie zdanie, które jest mądrością prastarą (przynajmniej tak mi się wydaje) może zamknąć dzisiejszą treść już na starcie. Od kilku lat obserwuję trend wśród potężnych firm produkujących instrumenty (dla wszystkich muzyków, bez względu na ich zasobność portfela), poszukiwania złotego środka by dać nam gitary „butikowe” za realną do zapłacenia za nie cenę. Stwierdzam, że dzięki rozwijającym się technologiom, ilości nowych producentów wymuszających coraz lepszą jakość nawet w bardzo budżetowych instrumentach, oraz coraz lepszej kadry lutniczej w krajach dalekiego wschodu, mamy możliwość obcować z naprawdę świetnymi „gitarami” bez względu na cenę. Oczywiście trzeba być sprawiedliwym i podkreślić, że kwoty nie biorą się znikąd. Płacimy za jakość, lepsze wykończenie a także za roboczogodzinę w konkretnym kraju. Dlatego od droższych instrumentów możemy wymagać zdecydowanie więcej. Jednak to co dzieje się na rynku gitar średniopółkowych a nawet tych z niższego segmentu jest niesamowicie optymistyczne i sprawia, że testując te instrumenty, wielokrotnie mam uśmiech na twarzy. Wykończenie progów, materiały użyte do budowy, schludność w montażu jest już bardzo bliska doskonałości. O ile na brzmienie ma wpływ cała masa czynników takich jak drewno użyte do budowy (a właściwie jego jakość), jego parametry, dobrej jakości hardware, wykończenie konkretnym lakierem i kilka innych tematów, to napewno kluczowym z nich jest elektronika. To ona jest jednak na pierwszym froncie przeniesienia drgań struny, a co za tym idzie, im lepiej zestawiony set przetworników tym więcej dobroci wypływa z naszej „maszyny”. I tutaj pojawia się sprawa jaki ten przetwornik powinien być?  Singiel czy humbucker, na magnesach alnico czy ceramicznych, jaka oporność, moc wyjściowa itd. Często to te sprawy zaprzątają nam głowę. Dodatkowo marka pickupów. Czy jest moją ulubioną, a może jest jedną z topowych? Szczerze? Już dawno przestałem tak postrzegać przetworniki. Chwytam gitarę i albo brzmienie mi odpowiada, albo nie. Bardziej interesuje mnie czy jest użyteczne a nie czy przetwornik nazywa się tak, czy inaczej. Wielokrotnie byłem zaskoczony brzmieniem gitar po prostu tanich. To potwierdza, że idziemy z jakością do przodu. Wracając do tematu, który będzie podstawowym meritum dzisiejszego wywodu, chcę oprzeć się o gitary marki Ibanez z serii AZ, a właściwie o przetworniki w nich montowane. Dlaczego akurat te gitary? Ktoś może zarzucić, że chodzi o marketing. Uwierzcie, że te gitary są tak popularne, że moje trzy grosze na bank nie mają wpływu na światową sprzedaż HA HA. Pochyliłem się nad tym tematem, gdyż obiektywnie mogę się wypowiedzieć jako użytkownik. Od pewnego czasu posiadam akurat taki instrument, gdyż szukałem jakiejś stymulacji do nagrań kolejnej solowej płyty i chyba się udało. Mam już wyrobione zdanie na temat tych setów przetworników i korzystając z okazji, że wpadła w moje ręce nowość czyli gitara Ibanez AZ2204N AWD na pickupach Seymour Duncan Fortuna, postaram się nakreślić kilka spostrzeżeń na ich temat.
Przetworniki Seymour Duncan Fortuna zestawię z innym setem przetworników, jakim jest Seymour Duncan Hyperion, który jest od początku implementowany do modeli AZ.
Ze względu na fakt, że oba zestawy możecie nabyć wyłącznie z gitarami Ibanez warto poczytać i posłuchać próbek, gdyż to może być kropką nad „i” czy wybierzecie właśnie instrumenty z tej serii. Już teraz jako użytkownik mogę napisać, że warto :)
Na start krótkie info odnośnie samych przetworników.  Z tego co mi wiadomo Seymour Duncan Hyperion zbudowane są na magnesach Alnico V. Mają bardzo wyraźny atak, genialnie i ciepło brzmią na czystym kanale i świetnie się przesterowują. Mają bardzo zbalansowany ton. Nie wybijają się górą i mają bardzo przyjemny dół. W skrajnych pozycjach (most/neck) grają pełnym już pasmem z podkreślonym ale nie przesadzonym środkiem. Na mocniejszym gainie brzmią mięsiście i selektywnie, a jednocześnie przy solowych frazach dźwięki na nich pięknie się ze sobą kleją. Bardzo dobrą cechą tych przetworników jest niesamowicie skuteczna współpraca z zewnętrznymi kostkami. Sam mogę potwierdzić ich skuteczność nie tylko na scenie ale i w miksie podczas nagrań. Gitara na niej ma uniwersalny, ale jednak lekko ukierunkowany charakter. Świetnie się sprawdzi w gatunkach popowych ale i rockowych, fusionowych czy nawet metalowych.  Natomiast set przystawek Seymour Duncan Fortuna powstał, by wesprzeć trochę inny i bardziej klasyczny model AZ. Został zaimplementowany w modelu AZ2204N, który jest nawiązaniem do klasycznej konstrukcji bardziej vintagowych stratocasterów. Przetworniki te charakteryzują się umiarkowaną mocą wyjściową i naturalnym czystym brzmieniem, które dokładnie odzwierciedla subtelne niuanse gry. Są bardzo podatne na artykulację i świetnie oddają bardzo dynamiczną grę. Są wyważone w tonach wysokich i nie brakuje im ciepłego ale i skutecznego basu. Są również bardzo równe w paśmie i genialnie współpracują ze wzmacniaczami i kostkami. Bardzo dobrze oddają charakter czystego lampowego brzmienia i przyjemnie się „łamią” w chrupiący i klejący się crunch.
Oba sety przystawek są mistrzowsko skonstruowane a co ciekawe, posiadają możliwość różnego miksu ze sobą w wielu konfiguracjach. Przy układzie „HSS” dzięki dodatkowemu przełącznikowi mamy możliwość korzystania aż z dziewięciu różnych brzmień. W gitarach z układem „HH” tych brzmień jest aż dziesięć. Cieszy przy tym fakt, że każde z tych „soundów” jest użyteczne i działa. Nie są to ot tak tylko przygotowane mixy pickapów, lecz profesjonalne narzędzia, by wprowadzić nas na jeszcze inny level muzycznych doznań. Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu!
Tomasz Andrzejewski
|