 Tańcowały dwa Michały. Jeden duży, drugi mały. Czyli obalamy mity o brzmieniu i wy-brzmieniu.
Od wielu lat słyszę z wielu źródeł, że coś brzmi lepiej od czegoś innego. Najwięcej tego typu sformułowań słychać na wszelkiego rodzaju forach, lub obecnie chyba bardziej popularnych „grupach” na portalach społecznościowych. Smutne to bardzo, gdyż większość zagadnień skupia się na tym co lepsze na podstawie własnych odczuć, a nie jak powinno być, przy rzetelnym rozpatrywaniu sprawy na preferencjach pytającego.I tak fani Gibsona zawsze będą pisali „bierz Gibola, reszta to paść”, inni natomiast „tylko Ibanez do szybkich rzeczy”, „strat to klasyka, zacznij od niego”. A przecież niejednokrotnie wielcy muzycy łamali te stereotypy tworząc zupełnie niesamowite rzeczy!
Bo od tego na czym, ważniejsze jest co!  Rozwinę ostatnie zdanie. Nie ma znaczenia czego użyjesz do tworzenia, ważniejszym jest, czy masz w sobie to coś co możesz przesłać dalej. W naszym środowisku chodzi o muzykę. I dla mnie nie ma znaczenia czy zostało to nagrane na stracie, pe-er-esie czy innym Jacksonie lub Charvelu. Nie ma znaczenie czy nagrałeś swoją muzykę na wtyczce, czy wtyczkę włączyłeś do „kontaktu”, by odpalić swojego butikowego wzmaka i na nim zarejestrować dźwiękową treść. Ważne co z tego na końcu wynikło. I zanim przejdę do meritum tego o co chodzi mi w tytule to zapytam. Czy umierając i mając do dyspozycji fachowca, który ma tylko śrubokręt i nożyk do tapet, ale mogącemu Cię wyleczyć ze względu na to, że jest cudotwórcą z medycznego punktu widzenia i mając do wyboru stażystę z najlepszym sprzętem na świecie wybrałbyś tego drugiego? Wątpię. I do tego sprowadza się moja myśl. Nie jest ważne czy sprzęt jest z drewna, tworzywa czy papieru. Ważne jest to by nie przedkładać „gratów” nad umiejętności i samo komponowanie :)
Ale jak ma się ten wywód do samej tytułowej treści? Otóż dziś pokażę Wam, że małe i dużo tańsze nie musi brzmieć gorzej. A co więcej, nie musi wcale mieć innego sustainu i być inaczej strojone. Bo liczy się pomysł! I nie chcę tu siać bredni, że coś co kosztuje kilka razy mniej będzie cudowniejsze (choć czasem i tak bywa), ale chcę obiektywnie spojrzeć na fakty, czy brzmienie w miksie i unikalność danego sprzętu ma w nagraniu aż tak wielkie znaczenie.
Dziś skupię się na zestawieniu dwóch gabarytów instrumentów, a nie gitarze samej w sobie. Zestawię instrument o krótkiej menzurze 521mm do standardowego instrumentu o rozmiarze 648mm.
Oba instrumenty będą miały ten sam kształt i będą wykonane z tego samego drewna. Będą również wykonane tym samy systemem, czyli w technologii set-in-neck. Wykorzystam do porównania tylko przetwornik pod mostkiem, który nota bene będzie również tej samej konstrukcji, czyli Tune-o-Matic.
 Wykorzystam do porównania znaną i cenioną konstrukcję marki ESP czyli model ECLIPSE. Będą to ESP LTD EC 1000 i instrument z serii „małych” gitar marki spod stajni ESP czyli GrassRoots Mini.
Pierwsza (czyli większa z gitar) ESP LTD Eclipse EC-1000 to konstrukcja SIngle Cut, czyli posiada kształt wzorowany na klasycznym Les Paulu. Posiada wklejony gryf z mahoniu na który naklejono hebanową podstrunnicę i nabito na nią dwadzieścia cztery progi jumbo. Jakość wyselekcjonowanego drewna oraz stopień dopracowania progów i ogólnego wykończenia nie pozostawia złudzeń. Instrument jest po prostu profesjonalny. Wzbogacony o zestaw przetworników Seymour Duncan oraz świetny hardwere z blokowanymi kluczami daje nam pewność, że nie będzie tutaj problemów z intonacją, a sama gra na instrumencie jest przyjemnością. Tu już nie ma mowy o jakimkolwiek ograniczeniu przez instrument.
Kolejny na tapecie to malutki (długość całkowita instrumentu to 90cm) instrument z manufaktury ESP pod szyldem GrassRoots Mini. Ta gitara wygląda identycznie jak jej pełnowymiarowy protoplasta. Również wykonana jest z mahoniu (o czym wspomniałem powyżej), posiada mahoniowy wklejony gryf z tym, że podstrunnica wykonana jest z palisandru. Nabito na nią dwadzieścia dwa progi medium jumbo. Gitara posiada jeden przetwornik typu humbacker pod mostem (typu tune-o matic) oraz drugi „ala” przetwornik, gdyż w rzeczywistości jest to głośnik pozwalający na używanie gitary w podróży do ćwiczeń, bez dodatkowego źródła wspomagania wzmacniaczem z zewnątrz. Wystarczy zaimplementowana bateria dziewięcio-voltowa. Jak widzicie sami oprócz zmian w gabarycie oraz mniejszej ilości progów i przetwornikowi, który nie jest „markowy” niewiele jest różnic. Są one jednak zauważalne i wpływają na grywalność obu instrumentów, oraz samo ich odczuwanie.
Jednak my skupimy się na samym brzmieniu biorąc pod uwagę, że gitary strojone są bez względu na długość menzury w standardowym stroju „E”. Moim skromnym zdaniem brzmienie na mniejszym i zdecydowanie tańszym instrumencie jest naprawdę wzorowe. Gra pełnym pasmem, a i o długość wybrzmienia byłem spokojny. W bezpośrednim zestawieniu gitara nie dała odczuć po sobie, że gdzieś nie domaga. Wszystko dało się na niej zagrać (choć progi zostawiają zdecydowanie mniej miejsca na palce). Myślę, że gdybym zamontował ten sam przetwornik co w porównywanym EC-1000, to różnice w brzmieniu byłyby nieodczuwalne już zupełnie.
Zatem, czy słyszałem lub odczułem jako użytkownik gorsze brzmienie czy wybrzmienie ze względu na mniejszy rozmiar instrumentu? Absolutnie nie, co przekonuje mnie do stwierdzenia, że większość informacji o tym, jaki to niesamowity wpływ na brzmienie ma ilość drewna w instrumencie wkładam między bajki. Zdecydowanie łatwiej mi przychylić się do stwierdzenia, że wielkość, bądź rodzaj zastosowanych materiałów ma wpływ na częstotliwości wydobywane się z instrumentu. Czyli powyższe treści zgodne z twierdzeniem, że ważniejsza jest jakość niż wielkość sama w sobie!
A czy Wy usłyszeliście rażące różnice? Dajcie znać w komentarzu pod filmem na naszym YouTube-owym kanale TV Guitar Center.
Pozdrawiam serdecznie Tomek Andrzejewski!
|