 Lampa czy cyfra? - pytanie, które pojawia się niemal na każdym portalu, forum gitarowym czy w rozmowie dwóch lub więcej gitarzystów. Zazwyczaj można usłyszeć, że lampa to najlepsze rozwiązanie i tylko ona jest wyznacznikiem jakości brzmienia. Ale czy na pewno?
Idąc tym tokiem myślenia nadal powinniśmy używać telefonu na korbę lub jeździć powozami zaprzężonymi w konie. I o ile sam uwielbiam brzmienie lampowego wzmacniacza, który potrafi wywołać u mnie ciarki i „zatelepać” portkami podmuchem z głośnika, to jestem absolutnie otwarty na nowe rozwiązania i koncepcje brzmieniowe.
 Czego faktycznie oczekujesz od wzmacniacza?
Zastanawiałem się co ma wpływ na brzmienie, jakiego poszukujemy i oczekujemy od wzmacniaczy i doszedłem do pewnych wniosków: mianowicie „jesteś tym, czym jesz”, a w naszym wolnym muzycznym tłumaczeniu - „kręcisz w tę stronę, jakiej muzyki słuchasz i na jakiej się wzorowałeś”. I nic w tym złego nie ma absolutnie, ponieważ gusta kreują się na bazie naśladowania. Lecz warto szukać własnej drogi.
Inaczej będzie postrzegał brzmienie oraz sprzęt, człowiek wychowany na muzyce lat osiemdziesiątych, w których rządziły wzmacniacze lampowe, a inaczej człowiek, wychowany na współczesnej muzyce gitarowej, opartej na plug-inach vst oraz wzmacniaczach cyfrowych. Najgorsze, co może nas spotkać, to twarde postanowienie udowadniania własnych racji, że coś jest lepsze od czegoś. Czy Mozart, żyjąc w dzisiejszych czasach nie używałby najnowocześniejszych rozwiązań? Wydaje mi się, że jednak skorzystałby z dobrodziejstw dzisiejszej technologi. Jak więc podejść do brzmienia w dzisiejszych czasach? Jak znaleźć ten złoty środek?
Zamiast skupiać się na tym co najlepsze, warto skupić się na tym co użyteczne. Czy w mojej muzyce lepiej sprawdzi się mocno rozkręcona lampa, czy może cyfra będzie wystarczająca? Warto przeanalizować również swój budżet. Kolejnym czynnikiem będzie zastosowanie. Potrzebuję sprzętu na koncerty z pełnym zapleczem efektów, możliwości rozgałęzienia toru sygnału, może wyjściem symulowanej paczki na front? Dziś zapewni nam to wzmacniacz cyfrowy, ale i lampowy.
 Co może zaoferować wzmacniacz lampowy
Warto zatem przeanalizować pokrótce każdy z rodzajów wzmacniaczy. Nie będę rozpisywał się tu nad technicznym modelem budowy, a bardziej na wartościach odczuwania brzmienia z jego walorami. Wzmacniacz lampowy charakteryzuje się tym, że brzmienie z niego oraz szum, który się z niego wydobywa jest naturalny dla naszego mózgu. Powoduje to, że odczuwamy więcej harmonicznych brzmień, brzmienie niemal przeszywa nasze kości a wszystko, co gramy wydaje się być dynamiczniejsze, głośniejsze i czystsze. Większość płyt, jakich słuchałem w młodości została nagrana na klasycznych lampowych konstrukcjach, a co za tym idzie, mój smak muzyczny oparty jest na tych „oklepanych”, ale jakże skutecznych brzmieniach. Myślę, że gdyby w tamtych czasach nagrywano na wzmacniaczach cyfrowych, moje postrzeganie brzmienia byłoby zupełnie inne.
Warto pamiętać o tym, że olbrzymie znaczenie będzie miało również zastosowanie wzmacniacza lampowego w konkretnej stylistyce muzycznej oraz zestawieniu instrumentów. Poza tym dochodzi jeszcze czynnik placebo. Te tlące się czerwonawym światłem lampy świecące w obudowie, ich ciepło oraz ciężar samego wzmacniacza, kiedy wnosimy go na scenę stwarza niesamowitą aurę. Wzmacniacze lampowe dziś również się zmieniają i dają nam coraz więcej możliwości jak sterowanie midi, wyjście liniowe z symulacją IR oraz efekty przestrzenne jak delay czy reverb, a czasem i seryjnie montowana bramka szumów. Możliwość obcinania mocy pozwala na granie na scenach jak i w domowym zaciszu więc śmiało można stwierdzić, że producenci klasycznych konstrukcji również podążają za modą i próbują udoskonalać technicznie to, co brzmieniowo jest już dla nas doskonałe.  Wzmacniacze cyfrowe
Jakość tego typu wzmacniaczy na przestrzeni ostatniej dekady zmieniła się niewiarygodnie. Brzmienie, jakie dziś oferują niektóre konstrukcje zwala z nóg. Symulacje na bazie modelingu rozwijają się w zatrważającym tempie oferując odczucia porównywalne z klasycznymi brzmieniami lampowych wzmacniaczy. Dodatkowo technologia ta daje nam zazwyczaj całą masę studyjnej jakości efektów pogłosowych oraz modulacyjnych, a także pozwala nam rejestrować brzmienie bezpośrednio na komputer za pośrednictwem wbudowanego interfejsu audio. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze cena, która potrafi być nawet kilkukrotnie niższa od konstrukcji lampowych.
Jakiego wyboru dokonać ostatecznie?
Każde pokolenie ma własny czas, a technologia jest niesamowitym tworem, który powoduje, że nie musimy dźwigać ogromnej ilości ciężarów gitarowych, zachowując przy tym fantastyczne brzmienie. Z drugiej jednak strony lampowe brzmienie powala i nie boję użyć się tego słowa. Kierujmy się rozsądkiem. Jeżeli potrzebujesz uniwersalnego sprzętu za rozsądne pieniądze, z bazą efektów i możliwością rejestracji swoich pomysłów za pomocą wbudowanego w sprzęt interfejsu, to cyfra Cię nie zawiedzie. Jakość brzmień w miksie będzie skuteczna nawet w profesjonalnym zastosowaniu a możliwości zrekompensują wszystkie ewentualne braki. Lecz jeżeli zależy Ci na tym „świętym Graalu” brzmienia, a Twoje ucho jest ukierunkowane na ten jedyny i „prawdziwy” lampowy sound, to nie próbuj nawet oszukiwać samego siebie. Kup lampiaka, bo wszystko, co nie będzie lampą, stanie się dla Ciebie substytutem i po jakimś czasie i tak wrócisz do klasyki. Jedno jest pewne: żyjemy w świetnych czasach, mamy dostęp do brzmień z każdej półki cenowej w urządzeniach dużo tańszych, a dających niesamowite możliwości, z drugiej strony mając konstrukcje lampowe bogate o dobrodziejstwa świata cyfrowego. Szukaj użytecznego brzmienia dla siebie i własnej muzyki bez względu na trendy i znawców tematu. Niech to, co wybierzesz będzie zgodne z Twoim zapatrywaniem na muzykę, bo i tak brzmienie to w głównej mierze ręce i ucho.
Pozdrawiam serdecznie
Tomek Andrzejewski
|