 Krótko i na temat - Najbardziej innowacyjne pedalboardy na świecie? D’Addario XPND.
Natura ludzka jest bardzo złożona, lecz jedno jest niezmienne. Chęć posiadania zapisana jest w naszych genach. I o ile są wyjątki od reguły w tej materii, to raczej próżno szukać tego typu przedstawicieli wśród gitarowej braci. Nowe gitary, wzmacniacze, pluginy. Odwieczne „szukanie” brzmienia trochę odbiera nam rozum i przysłania wielokrotnie sam cel, jakim niewątpliwie jest samo tworzenie i granie. Ale czym by była zabawa bez gonienia za przysłowiowym króliczkiem. Nawet drobne zmiany potrafią pobudzić nasze endorfiny, a czasem przez te małe szczegóły faktycznie wszystko brzmi lepiej. Sam wpadam czasem w wir zmian, by poprawić coś co i tak działa. Momenty skrajne, od grania na wzmacniaczach, przez nagły zwrot akcji i wtyczki. Następnie kolejne zawirowania i powrót do lat świetności systemów rockowych i preampów, wszelkiej maści sterowanych po midi. A póżniej znowu powrót do wzmacniacza i kostek. To jak z gustem kulinarnym. O ile podobno zmienia się nasz smak co kilka lat, to w branży muzycznej niestety zdecydowanie częściej i szybciej. I piszę „niestety” z prozaicznego powodu, którym oczywiście jest nasz domowy budżet. Bez względu czy gramy na modelerach, czy używamy przysłowiowych „kostek” jedno jest niezmienne. Musimy je jakoś transportować. O ile można kupić gotowe pedalboardy wszelkiej maści i rozmiarów, to i tak prędzej czy później będziemy to zmieniać. Dodatkowo masa kabli, kabelków, złączek oraz przedłużaczy i zasilaczy plączących się jak żmije w ukrytej egipskiej komnacie, rodem z Indiany Jonesa (fajny film/książka jakby nie patrzeć, trochę oldschoolowy ale niezły).  Pewnie wielu z nas zmieniało swoje pedalboardy bo brakowało miejsca lub estetyka mocno ostawała od wyznaczonych standardów. Czasem zasilacz się nie mieścił lub nowa kość rujnowała cały poprzedni układ i zapakowanie jej w odpowiednie jej miejsce było drogą przez mękę, a na samym końcu i tak musieliśmy się poddać. Oczywiście można zrobić profesjonalny system z pięknie poprowadzonymi kablami, zasilaczami zamontowanymi pod pedalboardem, z wielkim polem roboczym pod układanie kości i kontrolerów. Należy jednak liczyć się z grubymi tysiącami za samo „etui”do przenoszenia. Czas specjalistów oraz materiały kosztują czasem więcej niż sama zawartość naszej „skrzyni”. A co jeżeli jest na to rada? Co jeżeli możemy mieć pedalboard gdzie kable są ułożone idealnie, gdzie mieści się cały nasz arsenał a pole robocze rośnie razem z ilością dodatkowych „narzędzi pracy” lub zmniejsza się gdy nasza koncepcja nagle zmieniła się całkowicie? Wyobraźcie to sobie okraszone dodatkowo profesjonalnym wyglądem samego pedalboardu pod kości, a wszystko to zdecydowanie za ułamek ceny tych zrobionych na zamówienie „systemów gitarowych” montowanych przez „fachowców” za ogromne pieniążki.
Mam dla was dobrą nowinę! To się właśnie wydarzyło i działa! Na naszych oczach dzieje się rzecz na jaką sam czekałem z utęsknieniem. Od dziś nie musimy martwić się o ilość efektów i poplątane kable, gdyż na rynku pojawiły się dwa nowe pedalboardy z dedykowanymi torbami.  D’Addario XPND bo o nich mowa, są innowacyjnymi systemami do budowy własnych setupów brzmieniowych. W zależności od tego, czy potrzebujesz mniejsze pole robocze jednorzędowe oparte o miejsce na kilka kosteczek w jednej linii, czy może potrzebujesz zdecydowanie więcej miejsca w dwóch rzędach, możesz liczyć na pedalboardy XPND.
Same „podłogi” przyjeżdzają w małych pudełkach, przygotowane do samodzielnego montażu. Myślę, że to mega fajna sprawa, bo macie wrażenie, że sami budujecie swój system od zera, a zabawa w montera daje przy tych pedalboardach sporo frajdy. Do dyspozycji mamy w zależności od modelu dwie szyny stanowiące podstawę pod jeden rząd, z możliwością ich rozciągania, lub cztery szyny tworzące dwa rzędy naszych kostek. System ten zbudowany jest z aluminium polakierowanego na czarny kolor i posiada już naklejone rzepy. W zestawie znajdziemy również specjalne prowadniki do uporządkowania kabli co sprawi, że nasz pedalboard będzie wyglądał schludnie i profesjonalnie, wyróżniając się od pozostałych scenicznych „Frankensteinów”. Warto wspomnieć o wymiarach. Przeliczałem to z grubsza z cali na centymetry i wyszło mi, że mniejszy XPND 1 posiada w podstawowej wersji 35 cm, a po rozciągnięciu jego pole zwiększa się do 60 cm. Natomiast większy XPND 2 w podstawowej wersji ma około 45 cm, a po rozciągnięciu aż 80cm. Czy to dużo? To już zależy od Waszych potrzeb. Jedno jest pewne, mamy możliwość dostosowania wszystkiego pod konkretną ilość stompboxów i nie musimy dźwigać nadmiarowych kilogramów spowodowanych nadwyżką wymiarów pedalbardu.
Do każdego z systemów możemy zakupić dedykowaną torbę. Muszę to napisać. Miałem do czynienia z wieloma tego typu produktami od wielu lat, ale te torby wykonane są absolutnie fantastycznie. Jakość materiału oraz grubość i spasowanie elementów stawia te torby na czele i sprawia, że mam wrażenie obcowania z towarem prestiż. Niby tylko torby a jednak. Przemyślane pod względem budowy posiadają jedną dużą kieszeń na kable lub inne przydatne nam gitarowom gadżety. Miejsce docelowe na wspomniane wcześniej pedalboardy mają dwie regulowane przegrody, które możemy ustawiać według własnych potrzeb. Całość zbudowana jest z dwucentymetrowej sztywnej pianki, którą zastosowano na bokach, spodzie oraz froncie naszej torby. Materiał użyty do uszycia torby jest wodoodporny i mam wrażenie, że ciężko będzie go czymś uszkodzić.
 D’Addario XPND to wyjątkowo sprytne konstrukcje, pozwalające nam, na święty spokój na kolejne lata. Inwestujemy raz i nie spoglądamy już za siebie, ale rozwijając nasz pedalboard po prostu robimy kolejny krok, wydłużając nasz niesamowity pedalboard. Jeden ruch i gotowe, bez zbędnego marnotrawienia czasu. Warto pomyśleć o tym przy zakupie kolejnej kostki :) Pozdrawiam serdecznie Tomek Andrzejewski.
|