 Krótko i na temat - Line 6 Catalyst 100 | TV Guitar Center
Spoglądam czasem wstecz mojego życia i chyba jak każdy robię rachunek sumienia. Niestety nie zawsze jest on korzystny, gdyż w zależności od nastroju, wybieram komplety pozytywnych lub negatywnych moich poczynań, co ma niewątpliwy wpływ na dalszy rozwój samopoczucia w danym dniu. Lecz to, co zaskakuje mnie podczas tych „rekonansów z samym sobą ”to fakt, że zdecydowana większość obciążających mnie grzechów to zakupy :) Miałem i mam momenty, jak rozpieszczona młoda atrakcyjna kobieta wydająca fortunę swojego podstarzałego męża na lewo i prawo z pewną różnicą. Mianowicie nie jestem młody i atrakcyjny (zresztą atrakcyjny nie byłem nigdy, ale młody owszem, choć może wydawać się to nieprawdą :) jak i nie posiadam nieograniczonego portfela. A jak każdy amator gitarowego rzemiosła wie, nasze „zabawki” do najtańszych nie należą. Zatem jeszcze kilkanaście (lub kilkadziesiąt) lat temu były dwie opcje do wyboru. Ograniczać zakupy do maksymalnego minimum stawiając na jakość, lub rozbudowywać swój „arsenał” gratów o całe masy bardzo tanich, a co za tym idzie dość wątpliwie brzmiących wyrobów gitaro podobnych. Biorąc pod uwagę fakt, że mój portfel był zazwyczaj wypełniony monetami, imałem się dodatkowych prac by zakupić swoje wymarzone graty. Kiedyś opowiem o mojej wyprawie i zgubieniu się w skandynawskim lesie, z którego nie mogłem się wydostać niemal trzy tygodnie. A pojechałem do pracy, by zarobić na ukochaną gitarę. Lecz póki co jeszcze nie nadeszła odpowiednia pora na takie zwierzenia. Zatem wracając do powyższego wątku stwierdzam, że przeszedłem obie wersje zakupów. Od tych mocno ograniczonych i jakościowych, po wszystkie bezsensowe skupiające się tylko na ilości. Wszystko zmieniło się gdy spojrzałem na to co robię z dystansem i zrozumiałem. Nie chodzi przecież o to żeby mieć, a o to żeby być. I w tym dobrym słowa tego znaczeniu. Już wyjaśniam. Nie chodzi o to żeby posiadać masę gadżetów choćby tych najlepszych na świecie. Nie chodzi nawet o posiadanie tego co potrzebuję w danej chwili by tworzyć muzykę. Ale najważniejsze (czyli „być” w tym przypadku) to posiadać swój wypracowany „ton” oraz świadomość czego tak naprawdę mi potrzeba. I skupię się tu przez chwilę na drugiej myśli gdyż jest niesamowicie ważna. Często nasze potrzeby są zdecydowanie większe niż jest w rzeczywistości. Szukając ciągle nowych brzmień tracimy masę czasu a nie tylko środków materialnych. Zamiast skupić się na ćwiczeniu i obcowaniu z gitarą nawet dla samej frajdy, zastępujemy te momenty siedzeniem i przeglądaniem filmów z nowymi presetami danego urządzenia na YouTube. Biegamy po forach (lub grupach) szukając świętego Graala brzmienia. A ten święty Graal jest bliżej niż myślicie, bo w waszych dłoniach i uszach. Ja również byłem zagubiony w świecie wiecznych poszukiwań do pewnego momentu. Kiedyś na próbie zespołu w którym grałem, testowałem nowy wzmacniacz (pomijam fakt, że zmieniałem je jak rękawiczki) szukając jak zwykle tego jedynego brzmienia i wtedy zdarzyła się rzecz dość niespodziewana. Wszedł na salę mój kolega z zespołu i westchnął „ehh, znowu kupiłeś nowy wzmacniacz i będziesz teraz cały czas kręcił zamiast grać. Tylko po co Ci to skoro poprzedni był świetny?”. Więc zaczynam tłumaczyć mu całą ideologię moich poszukiwań po czym w jednej chwili mi przerwał i mówi „szukasz i szukasz, a na wszystkim brzmisz tak samo”. W tym momencie mój świat się zatrzymał. W tym krótkim zdaniu usłyszałem komplement, którego na pewno mój kolega nie miał w planie oraz całą prawdę dotyczącą brzmienia :) Znaczyło to, że mam w głowie i uchu swój „ton” i do jakiego sprzętu nie podejdę to zawsze „kręcę” sound w tym samym kierunku. Nie ważne czy cudowny czy nie. Ważne, że mój! Wtedy przewartościowałem swoje poszukiwania i skupiłem się na zakupieniu sprzętu, który pozwoli mi spełnić się w tym co w danym momencie gram lub czym jestem zainspirowany. Sporo się zmieniło od tego czasu, lecz pozostaję wierny moim ideałom. Dlatego gdy szukam dziś sprzętu, to chcę by był na tyle uniwersalny, by mi nie przeszkadzał a stymulował do dalszych działań. Dodatkowo liczy się również mobilność (stary jestem i plecy mnie bolą od dźwigania), możliwości edycyjne oraz niezawodność.
 Przez wiele lat używałem różnych produktów firmy Line 6 i jest pewna ich grupa, która zawsze trzymała poziom. Jako użytkownik Helixa (choć sporo było innych ciekawych modelerów w moim dorobku zbieracza) ucieszyłem się bardzo na myśl, że stworzyli wreszcie wzmacniacz oparty o silnik właśnie HXa. Jeszcze bardziej ucieszyła mnie wiadomość, że nie będzie to kolejny Helix wpakowany do końcówki mocy z głośnikiem co skutkowałoby kręceniem brzmień i znowu poszukiwaniami soundu, a skupili się na kilku własnych podstawowych symulacjach wzmacniaczy. Daje nam to komfort w szybkim poruszaniu się po brzmieniach i odnalezieniu tego, czego szukamy w kilka sekund. Wisienką na torcie jest zestaw podstawowych efektów, do których mamy dostęp bezpośrednio z panelu wzmacniacza, jak i możliwość rozbudowania i konfiguracji tych bloków efektów w edytorze na komputery PC, MAC oraz systemy Android i iOS. Warto podkreślić kilka dodatkowych ciekawych i w dzisiejszych czasach nieocenionych rozwiązaniach jak redukcja mocy, czy wbudowany interface audio, dzięki któremu możemy nagrywać w różnych konfiguracjach. Możliwość wykorzystania takiego Combo jako końcówki mocy z głośnikiem to też bardzo przydatny „gadżet”. Jednym słowem na ten moment to jeden z najciekawszych wzmacniaczy cyfrowych na jakich grałem. Ten długi wstęp na początku nawiązywał do „mądrych” zakupów. A czy nie jest mądre zakupić coś co pozwoli wam odnaleźć się w różnej stylistycznie muzyce, nie zrujnuje waszego portfela, da możliwość edycji z urządzeń zewnętrznych, możliwość rejestrowania brzmienia, pełną paletę brzmień niezbędnych wzmacniaczy i efektów? Oczywiście, że jest to mądre! Dlatego warto rozważnie wydawać pieniądze i jest właśnie tym produktem, którego zakupu nie pożałuje żaden gitarzysta ani żadna gitarzystka!
Teraz kilka krótkich faktów i specyfikacja dotycząca urządzenia.
 Line 6 Catalyst 100 - Cechy:
Modulacje wzmacniaczy - Sześć oryginalnych wzmacniaczy, od nieskazitelnie czystych po nowoczesne o wysokim wzmocnieniu. Wszystkie wykonane przez zespół projektantów dźwięku Line 6 wykorzystujący słynną technologię HX.
Kontrola - Sercem wzmacniaczy Catalyst jest tradycyjny zestaw regulatorów głośności, gainu, tonu i pogłosu, podczas gdy „pod maską” znajdują się liczne efekty i inne opcje.
Łączność - Wyjścia zamontowane we wzmacniaczu zapewniaja profesjonalne połączenie z P.A. oraz system rejestrujący jako interface USB. Zawiera przełącznik Ground Lift.
Boost - Każda z modulacji wzmacniaczy ma swój unikalny Boost. Kontroluj jego ilość lub go włącz/wyłącz za pomocą dedykowanego pokrętła i przycisku Boost.
Reverb - Wybierz jeden z sześciu rodzajów pogłosu. Dostosuj poziom pogłosu lub go włącz/wyłącz za pomocą dedykowanego pokrętła i przycisku Reverb.
Efekty - Wybierz jeden z sześciu typów efektów Modulation, Delay i Pitch — wszystkie zaczerpnięte ze słynnych bibliotek efektów HX i Legacy.
Pętla efektów - Podłącz zewnętrzne efekty i inne urządzenia do łańcucha sygnału za pomocą pętli efektów.
Redukcja mocy - Zapewnia redukcję mocy o połowę lub do 0,5 W. Umożliwia również możliwość wyciszania głośników.
Power Amp In - Użyj Catalyst jako głośnika zasilanego, omijając przedwzmacniacz. Idealny do użytku z modelerami wzmacniaczy i symulatorami.
USB - Użyj tego wejścia aby połączyć się z aplikacją Catalyst Edit (Mac®, PC, iOS®, Android™) oraz z pokładowym interfejsem audio, który zapewnia 4 kanały (4 wejścia/4 wyjścia) przy 24-bitach, 44,1/48 kHz.
MIDI - Catalyst 100 i 200 odbierają komunikaty zmiany programu (kanał/wybór ustawień wstępnych) oraz komunikaty sterownika ciągłego przez 5-stykowe złącze DIN. Catalyst 60 obsługuje MIDI przez USB-B.
Footswitch - 2-przyciskowy LFS2 to wytrzymały metalowy przełącznik nożny, który zapewnia zdalne sterowanie stanem włączenia/wyłączenia kanałów i efektów. Przełącznik efektów można zmienić za pomocą aplikacji Catalyst Edit.
Zobaczcie sami co potrafi ten wzmacniacz:
|