 Krótko i na temat - Duży może więcej vs mały ale wariat? Monitory HEADRUSH!
W czasach wszelkiej maści modelerów (multiefektów) jesteśmy wystawieni na dylematy związane z podejściem do zastosowania ich w praktyce. W większości przypadków przejście na tego typu urządzenia ma prozaiczną przyczynę, a jest nią bez wątpienia racjonalizm i trochę lenistwo. Lampowy wzmacniacz okraszony kolumną oraz rozbudowanym pedalboardem nie dość, że jest bardzo niepraktyczny w transporcie, to na dodatek musimy być pewni, że za nagłośnienie naszego ulubieńca będzie odpowiedzialny absolutny akustyczny fachowiec. Inaczej nawet najwspanialszy sprzęt na świecie zagra cudownie, lecz tylko dla nas samych. Cała rzesza naszych fanów raczej nie będzie usatysfakcjonowana, tym co usłyszą na froncie. Więc zakupujemy powyższe urządzenie, by pomóc akustykowi i trochę samemu sobie, bo zepsuć coś co gra dobrze już bezpośrednio po kablu jest mniej prawdopodobne niż zepsucie soundu wzmacniacza wychodzącego na mikrofon. Oczywiście zdarzają się „fachowcy” potrafiący zniweczyć nawet to, co gotowe do działania bez ingerencji, gdyż ręce mają lepkie i bawią się na mikserze w „didżeja Adamusa” psując jak on, to co jest już gotowe i ładne.  Czasem nasz wybór związany jest z komfortem nagrań, gdyż w większości tego typu sprzętu okraszony jest on interfejsem, a to sprawia, że jest do tego idealnym kompanem. Możemy na nim reampować (zmieniać brzmienie na nagranej już czystej gitarze) oraz ćwiczyć w pochmurne wieczory. Zapakować go do plecaka, bądź case gitarowego jadąc na próbę z gotowym zestawem brzmień, bez zbędnego dźwigania. Wygoda, komfort i jakość w jednym. I o ile samo brzmienie, a właściwie jego jakość zależy od portfela, to bez względu na niego jest na rynku spory wybór, i kto szuka, ten na pewno znajdzie coś dla siebie będąc zadowolonym z użyteczności i soundu. I jeżeli wyzbyliśmy się całych dużych „gratów” możemy być pewni, że zacznie nam brakować toru „odsłuchowego” z tego modelera. Skąd to wiem? Przechodziłem przez ten stan rzeczy kilkukrotnie. Oczywiście nie mam na myśli monitorów studyjnych, które w dzisiejszych czasach ma niemal każdy muzyk amator jak i profesjonalista. Zdecydowanie prędzej czy póżniej zaczniemy szukać zestawu który „napędzi” ten nasz modeler, byśmy mogli usłyszeć się na scenie bez monitorów dousznych oraz, by nasze próby były komfortowe odsłuchowo. Jest kilka rozwiązań specjalnie skonstruowanych do tego typu zadań, a najskuteczniejszym i najprostszym z nich jest tzw. Wedge, czyli monitor sceniczny. Ma on zazwyczaj kształt klina, stąd angielsko brzmiące słowo „wedge”. Jego zadaniem jest nie zniekształcać sygnału który wychodzi z naszego „efektu”, czyli powinien mieć jak najbardziej płaską charakterystykę odsłuchową.  I tu do niedawna było ciężko z dobrym i skutecznym monitorem w budżecie dla przeciętnego Kowalskiego. Zdecydowana większość dobrze „grających” monitorów kosztowała kilka grubych tysięcy. Na nasze szczęście jakiś czas temu to się zmieniło i pojawił się monitor odsłuchowy marki HEADRUSH. Firma o tej nazwie najpierw stworzyła własny modeler, a dopiero potem widząc zapotrzebowanie wprowadziła na rynek monitor stricte do zastosowań gitarowych. Produkcja rozpoczęła się od modelu na dwunastocalowym głośniku. Trzeba przyznać, że namieszał on na rynku głównie za sprawą atrakcyjnej ceny i bardzo dobrej jakości brzmienia. Biorąc pod uwagę właśnie wspomnianą wcześniej cenę nie miał na rynku konkurencji. Oczywiście były również monitory bliźniaczo podobne marki ALTO, jednak miały one wbudowany preamp mikrofonowy, który jest absolutnie niepożądany w tego typu sprzęcie dla gitarzystów. A dlaczego? Ponieważ sam zmienia charakterystykę pasma i podbija dynamicznie brzmienia. A korzystając z preampu w modelarze nie będziemy zachwyceni tym torem sygnału. Preamp wpięty w preamp to zazwyczaj strzał w kolano.
Headrush FRFR 112 jest i długo był towarem deficytowym. O ile sprawdzał się w tym do czego go przewidziano, to miał jeden irytujący mankament. Po ustawieniu go na podłodze straszliwie wyciągał w górę niskie tony. I ktoś zaraz powie, przecież można podciąć dół na modelarze. Można, lecz to wiąże się ze sztucznym podbiciem góry w samym monitorze. Niskie częstotliwości przenoszone z gitary są na nim po prostu brzydkie. Natomiast genialnie zachowuje się z gitarą basową. Tutaj przy dobrym preampie z naszej „basówki” nie potrzebujemy na próbę niczego więcej. No chyba że kabla. Czyli wpinamy się w Headrush FRFR 112 i wszystko śmiga jak należy. Co zatem wybrać skoro przeszkadza nam wskazany wyżej mankament? Otóż Headrush widząc problem postanowił wprowadzić na rynek mniejszego brata. Ale mniejszy nie znaczy cichszy! Ten mały skubaniec na ośmiocalowym głośniku potrafi burzyć mury. Dodatkowo jest połowę mniejszy i lżejszy, a dysponujący niesamowitą wręcz mocą 2000W! Już żaden perkusista nie stanie nam na drodze! Co więcej, gdy postawimy go na podłodze nie usłyszymy już niskiego burczącego dołu, choć śmiało powiem, że nie zabraknie go nikomu.  Dlaczego o tym piszę? Chciałbym Cię drogi czytelniku/czytelniczko ustrzec przed popełnieniem błędu, gdyż często myślimy mając klapki na oczach. Monitor FRFR nie posiada głośnika gitarowego, a często spotykałem się z treścią typu „weź z większym głośnikiem, będzie bardziej gitarowo”. Absolutna brednia!!! Sygnał wychodzący z modelera jest pełnym brzmieniem z mikrofonem na końcu sygnału wychodzącym na system nagłośnienia PA. Idąc torem „mędrców” to tak, jak gdybyśmy cały ten łańcuch z omikrofonowaną kolumną gitarową wypuścili na kolejną kolumnę gitarową. Ten tok myślenia jest absurdalnie nie na miejscu. Zatem jako wielokrotny użytkownik obu monitorów Headrusha mogę śmiało stwierdzić, że do gitary zdecydowanie fajniejszym i skuteczniejszym rozwiązaniem będzie Headrush FRFR 108. Zaoszczędzimy dodatkowo trochę pieniędzy i pleców (waga to zaledwie 8,5 kilograma w przeciwieństwie do szesnastu i pół kilograma przy FRFR 112) a brzmienie będzie niebo lepsze. Natomiast jeżeli grasz na basiku, to naturalnym wyborem będzie kolumna Headrush FRFR 112. Ponieważ dzięki naturalnej sporej ilości niskich częstotliwości, nie będziesz musiał/musiała sztucznie ich dodawać, a co za tym idzie brzmienie będzie skuteczniejsze i bardzo komfortowe w odbiorze, nie tylko dla nas ale i kolegów z zespołu.
Mam nadzieję, że chociaż trochę rozwiałem wątpliwości, którą kolumnę nabyć. Więc teraz Twój ruch drogi muzyku i pamiętaj. Nie zawsze duży może więcej, a wręcz przeciwnie, mały może być niezłym wariatem :)
Pozdrawiam serdecznie i ogień z gryfu!
|