Cort — perfekcyjne rzemiosło w cieniu gigantów i gitara, która zmienia wszystko.
Cort
Perfekcyjne rzemiosło w cieniu gigantów i gitara, która zmienia wszystko.
Cort to jeden z tych graczy, których wpływ na rynek gitarowy jest ogromny, choć przez lata pozostawał dla wielu muzyków niemal „niewidzialny”. Zaczynali w latach 70., a ich siłą od samego początku była produkcja na dużą skalę i know-how zdobywane w realnym, twardym rzemiośle: powtarzalności, technologii obróbki, logistyce, kontroli jakości i umiejętności łączenia materiałów tak, by instrument działał w praktyce, a nie tylko wyglądał dobrze w katalogu. To doświadczenie procentuje dziś szczególnie mocno, bo Cort nie próbuje już być wyłącznie marką „od rozsądnych budżetów” — coraz wyraźniej widać, że ich plany idą w stronę instrumentów nowoczesnych, dopracowanych i bez kompleksów, które mają konkurować z dużo droższymi konstrukcjami nie przez kopiowanie prestiżowych wzorców, tylko przez czystą użytkową jakość. I w tym miejscu wchodzi Cort G300 RAW NS — gitara, która jest wprost zaprojektowana tak, żebyś po kilku minutach grania przestał patrzeć na metkę z ceną i zaczął myśleć w kategoriach: „serio, to jest w tej klasie?”.
Sedno G300 RAW NS polega na tym, że to instrument zbudowany jak narzędzie do pracy: precyzyjny, stabilny, szybki w rękach i gotowy na scenę bez grzebania w nim miesiącami. Korpus z mahoniu daje gęsty, mięsisty środek i poczucie „nośności” dźwięku, które lubią gitarzyści grający rock, fusion czy nowoczesne odmiany grania z większą dynamiką. Jednocześnie top z orzecha (6T) dorzuca charakteru w ataku — nie tyle „jasności dla jasności”, co przyjemnej definicji, dzięki której akordy i szybkie pasaże nie zlewają się w jedną masę. To połączenie jest bardzo świadome: brzmienie ma być pełne i muzykalne, ale z czytelną krawędzią, która świetnie pracuje z przesterem i z czystymi barwami.
Ogromnym elementem tożsamości tej gitary jest gryf: mahoń, bolt-on i profil Ergo V. Ten detal mówi sporo o intencji projektu — to nie jest „kolejna wygodna szyjka”, tylko kształt, który ma prowadzić dłoń w sposób naturalny, dawać oparcie kciukowi i jednocześnie sprzyjać zarówno technice rytmicznej, jak i solowej. Do tego podstrunnica z palisandru i menzura 25.5″ (648 mm) robią robotę w kierunku sprężystości strun, stabilniejszego stroju i czytelności niskich dźwięków, co docenisz szczególnie, jeśli grasz energicznie prawą ręką albo lubisz obniżone stroje bez „gumowego” feelingu. Promień 12″–15.75″ (R305~400) to bardzo praktyczny kompromis: wygodnie się akorduje niżej, a wyżej masz przestrzeń pod bending bez dławienia.
I teraz rzecz, która wprost ustawia tę gitarę w kategorii „konkurencja dla dwa razy droższych”: 24 progi, Tall Medium-Jumbo, i do tego stal nierdzewna. Stainlessy to nie jest ozdobnik — to jest realny upgrade, który zwykle pojawia się dopiero w wyższych seriach, bo kosztuje, ale daje świetną trwałość, stabilność intonacji w czasie i ten specyficzny „ślizg” pod palcami, który dla wielu gitarzystów staje się uzależniający. Siodełko Graph Tech Black TUSQ (42 mm) to kolejny element tej samej filozofii: ma być stabilnie, ma stroić, ma wracać do punktu po tremolo i ma minimalizować tarcie.
Skoro mowa o pracy w realnych warunkach, mostek CFA-III Tremolo i klucze Cort Staggered Locking Tuners robią tu dokładnie to, co powinny: mają pozwolić używać tremola bez stresu, a wymiana strun ma być szybka i bez nerwów. Do tego fabryczne struny D’Addario EXL120 (.009–.042) jasno sugerują, że instrument jest ustawiony pod nowoczesne, komfortowe granie i łatwe vibrato/bendingi, czyli dokładnie ten typ feelu, którego ludzie szukają w „performance” gitarach.
Najbardziej „bezczelny” punkt specyfikacji to jednak elektronika: Seymour Duncan SH-2N w necku i TB-4 w bridge’u. To jest zestaw, który w wielu markach jest od razu dopłatą, wersją „deluxe” albo argumentem sprzedażowym w modelach znacznie droższych. SH-2N jest znany z klarowności, ładnego środka i świetnej reakcji na dynamikę, a TB-4 (czyli klasyczny JB w wersji pod szerszy rozstaw) to jeden z najbardziej sprawdzonych przetworników do rocka i wszystkiego, co potrzebuje nośnego leadu i mocnego, konkretnego ataku. Do tego 5-way super switch plus klasyczne 1 Volume / 1 Tone daje praktyczną funkcjonalność bez komplikowania życia — masz szybkie przełączanie barw, sensowne pozycje pośrednie i instrument, który da się ustawić pod wiele sytuacji: od czystych, selektywnych rzeczy, przez crunch, aż po pełny gain.
W tej gitarze ważne jest też to, co „niewidoczne” na pierwszy rzut oka: spójność projektu. Natural Satin i chromowany osprzęt nie próbują udawać boutique’u ani premium na siłę, tylko podkreślają charakter RAW — to ma wyglądać jak narzędzie, nie jak gablotowy eksponat. A kiedy instrument jest tak złożony — z mahoniowym korpusem i gryfem, orzechowym topem, stalowymi progami, TUSQ, lockingami i Duncanami — cena przestaje być „okazją”, a zaczyna być czymś w rodzaju zakłócenia w rynku. Bo w praktyce to jest dokładnie ten typ gitary, który po wzięciu do ręki potrafi zawstydzić instrumenty dwukrotnie droższe: nie pojedynczym „ficzerem”, tylko sumą detali, które w realnym graniu robią największą różnicę.
Jeśli Cort ma dziś jasny kierunek, to jest nim budowanie modeli, które zrywają z łatką „dobre za tę cenę” i wchodzą w obszar „po prostu dobre”. G300 RAW NS jest świetnym przykładem tej strategii: to gitara skonfigurowana bez kompleksów, z komponentami, których nie trzeba tłumaczyć, i z ergonomią, która ma pomóc grać lepiej — szybciej, czyściej i pewniej. I właśnie dlatego można o niej mówić jako o instrumencie, który śmiało staje do pojedynku z dużo droższymi konstrukcjami, bo jej wartość nie bierze się z legendy, tylko z konkretu.